Oznajmiasz w pracy, że jesteś w ciąży. Szef wzdycha, a koleżanki Ci zazdroszczą, że pójdziesz na urlop. Urlop powiadacie? Wciąż słyszysz, że sobie odpoczniesz, bo przecież będziesz w domu. Nie będziesz musiała się użerać z klientami, wypełniać tych wszystkich tabelek i właściwie możesz spędzić dzień w dresie. A co tam, w ogóle możesz wszystko i spotkało Cię przecież takie szczęście, przecież będziesz „siedzieć w domu”. Tuż po urodzeniu dziecka przypominasz sobie te wszystkie rozmowy i szybko uświadamiasz sobie, że jedyne stwierdzenie, które się zgadzało to „w domu”.

Urlop macierzyński.

Urlop macierzyński błędnie kojarzony jest z urlopem wypoczynkowym. Przyszła mama idąc na macierzyński niestety nie odpocznie. No chyba, że czuwa przy niej sztab ludzi, którzy wyręczą ją z obowiązków domowych i rodzicielskich. Wtedy owszem, urlop jak się patrzy. Niestety, to raczej zwykła mrzonka. Już nawet przed narodzeniem dziecka, niektóre kobiety będące na urlopie macierzyńskim zmagają się z licznymi problemami. Choćby częste wizyty w toalecie, również w nocy, a to znacznie utrudnia wyspanie się czy chociażby wypoczynek. Popuchnięte nogi bądź ręce, mdłości, bóle w krzyżu i wiele wiele więcej to tylko przedsmak tego co będzie się działo po porodzie. To zdecydowanie nie jest urlop !

O wypoczynku nie ma mowy !

Nie udało się wypocząć przed porodem i niestety nie uda się wypocząć po porodzie. To zaczyna się już w szpitalu. Wylewasz siódme poty by wydać na świat swojego potomka, a później wyczerpana nie możesz się nawet wyspać. Malucha trzeba przecież nakarmić, przewinąć, przytulić. Sama też potrzebujesz wziąć prysznic, zjeść coś, a w międzyczasie znów wzywa Cię Twój nowy szef, czyli Twoje maleństwo. Nadszedł dzień w którym dostajesz wypis ze szpitala, z radością pakujesz swoje rzeczy i wracasz do domu. Nie kochana, tutaj też nie odpoczniesz. Tu będzie jeszcze więcej rzeczy do zrobienia. Gotowanie, sprzątanie, dziecięce kolki, kolejne nie przespane noce … i 24 godzinna opieka nad dzieckiem. Macierzyński to praca na pełnych obrotach. O jaki więc urlop im wszystkim chodziło ?

Gdzie ta sielanka ?

To nawet trochę frustrujące, że większość gazet, ludzi, programów tv, wypowiada się o macierzyńskim jak o czasie usłanym różami. Gdzie ta sielanka o której mowa ? Uśmiechnięta mama spacerująca dumnie z wózeczkiem, oczywiście nienagannie ubrana z super fryzurą niczym prosto z wizyty u fryzjera. W domu porządek, obiad zawsze przygotowany, wszystko zorganizowane. No nic tylko siedzieć na macierzyńskim. Ok, to oczywiście był lekki sarkazm. Niemniej jednak większość kobiet spacerujących z wózkami ma uśmiech na twarzy. To dlatego, że są przepełnione szczęściem i miłością do swojego dziecka, a nie dlatego, że są szczęściarami na urlopie macierzyńskim. Jednak nie oszukujmy się, kobieta na macierzyńskim nie będzie wypoczęta i pełna wigoru. Tak wiem, są wyjątki. Brawo dla tych mam, które stanowią wyjątek. Zazdroszczę ! Pewnie nie tylko ja ! W każdym razie o żadnej sielance nie ma mowy 🙁

Kobieto wciąż mi zazdrościsz ?

Naprawdę zazdrościsz mi tego, że czasem ledwo patrzę na oczy ? Nie mam siły zebrać myśli podczas gotowania obiadu, a mój dom zmienił się w pole bitwy. Do tego czasem mam wrażenie, że przegrywam każdą walkę. Gdy w pracy oznajmiłam, że idę na macierzyński usłyszałam gratulacje, a wraz z nimi słowa „ta to ma dobrze”. Ależ skarbie nic nie stoi na przeszkodzie, abyś i Ty podzieliła mój los. Ja Cię serdecznie zapraszam do tego kolorowego świata, którego tak bardzo mi zazdrościsz. Nie zapomnij tylko zaprosić mnie na kawę, z pewnością znajdziesz czas. W końcu będziesz na urlopie 🙂 

Macierzyński to ciężka harówka, bez przerw, bez poczucia, że pracę się skończyło. Tego okresu nie da się rozplanować, nie da się czegoś przełożyć na później, a szef nie przyjmuje L4. Mimo, że czas na macierzyńskim jest magiczny i przepełniony miłością, to jest to wyczerpujące 9 miesięcy, które w żaden sposób nie przekłada się na wypoczynek kojarzony z urlopem. Mało tego po tym okresie nadchodzi czas powrotu do pracy, a co za tym idzie więcej obowiązków. Więcej obowiązków oznacza, więcej pracy, a to przekłada się na większe zmęczenie. Tak więc droga zazdrośnico, zanim następnym razem rzucisz jakimś uszczypliwym tekstem w stronę przyszłej lub obecnej mamy na „urlopie” macierzyńskim zastanów się dwa razy.