Zbliżający się termin porodu to dla wielu kobiet bardzo stresujący moment. Głównie dla tych, które będą to przeżywać po raz pierwszy. Im data porodu jest bliżej, tym coraz więcej obaw i pytań kłębi się w głowie przyszłej mamy. Jednak wizja pobytu na porodówce potrafi wpędzić w zakłopotanie również przyszłych tatusiów. Dlaczego tak jest ? Postaram się to wyjaśnić.

Tata na porodówce jest tylko wtedy gdy: sam tego chce, gdy chce tego zarówno on, jak i rodzicielka, a na koniec, wtedy gdy został do tego, lekko mówiąc zmuszony. W przypadku każdej z wyżej wymienionej możliwości u przyszłego taty pojawia się zakłopotanie, chociażby o to jak przebiegnie akcja porodowa. Czy maluch urodzi się zdrowy. Jak przygotować dom na powrót ze szpitala, a nawet o to, czy on sam wytrzyma na nogach do końca porodu. Często do tego wszystkiego dochodzi jeszcze zwykły strach przed nieznanym. Zarówno ojcowie, jak i matki obawiają się o to, czy dadzą sobie radę w zderzeniu z nową rzeczywistością. Wracając jednak do sedna, wizja uczestniczenia w porodzie wpędza w zakłopotanie wielu mężczyzn. Czego właściwie obawiają się przyszli ojcowie ?

Zapytałam o obawy i o chęć uczestnictwa podczas porodu kilku znajomych. Oto co mi odpowiedzieli:

Niedługo zostanę ojcem. Żona naciska, abym był z nią podczas porodu do końca, a ja zwyczajnie nie chcę tam być. Jestem gotowy na bycie ojcem, chcę być przy niej w szpitalu, ale nie czuje się na siłach, by być na sali porodowej.

Sam nie wiem, wydaje mi się, że moja obecność niczego by nie zmieniła.

Żona naciskała na mnie w tej kwestii, w końcu uległem. Nie chciałem tego widzieć, wiedziałem, że takie widoki nie są dla mnie. Do dziś ma do mnie pretensje, że nie chciałem przeciąć pępowiny. Jesteśmy o krok od rozwodu.

Oboje bardzo chcieliśmy, abym był przy porodzie, możesz się śmiać, ale po krótkim czasie spanikowałem i lekarz mnie wyprosił.

Ja chciałem być przy porodzie, to żona mnie tam nie chciała.

W zasadzie bardzo chcę być z dziewczyną na porodówce, boje się tylko widoku krwi, albo, że coś się stanie i nie będę w stanie pomóc.

Bałbym się, że to wszystko zobaczę i żona przestanie mnie kręcić.

Tak chciałbym, wydaje mi się, że dzięki temu bardziej doceniłbym żonę. Może w jakiś sposób mógłbym jej nawet pomóc.

Czułbym się bezradny i chyba zagubiony. Nie wiem, czy umiałbym się tam odnaleźć.

Zdecydowanie nie chciałbym być na sali podczas porodu, na samą myśl o tym robi mi się słabo.

Co ułatwi podjęcie decyzji?

Powodów do obaw mężczyźni mają zapewne jeszcze więcej. Nic w tym dziwnego, każdy człowiek jest inny, został inaczej wychowany, a nawet ma inny próg wytrzymałości. Dla jednych uczestnictwo w porodzie od początku do końca to pikuś, dla innych coś, czego bardzo by doświadczyć, nie chcieli. To jednak nie oznacza, że będą oni gorszymi ojcami. Decydując się na udział w porodzie, warto sprawę przedyskutować wcześniej. Czy chce się zostać z partnerką do samego końca, czy też uczestniczyć tylko w pierwszej fazie porodu? Czy w grę wchodzi też obecność podczas cesarskiego cięcia ?

W planie porodu, który często przygotowują kobiety, można również określić jaką rolę będzie pełnił ojciec dziecka podczas porodu. Tzn. że np. chce lub nie chce przeciąć pępowinę. Że tata będzie stał przy ramieniu mamy, bądź za nią. Że będzie uczestniczył w ubieraniu, ważeniu… dziecka. Być może ustalenie takich kwestii wcześniej rozwieje pewne obawy i wątpliwości co do uczestnictwa w porodzie. Niemniej jednak należy pamiętać, że plan porodu to nie scenariusz i mogą pojawić się nieprzewidziane sytuacje.

Jak to widzą kobiety?

Chciałam, żeby był ze mną na porodówce, by kiedyś nie powiedział mi tak jak mężowie moich koleżanek „to nic wielkiego urodzić dziecko”. Chciałam, aby zobaczył, przez co musi przejść kobieta podczas porodu, ile bólu musi znieść, żeby urodzić dziecko. A zazwyczaj jest to kilka/kilkanaście godzin. Po wszystkim powiedział mi, że nie zdawał sobie sprawy, jak to wygląda, oraz że ma do mnie ogromny szacunek za to, co przeszłam i urodziłam mu syna.

Chciałam, żeby mąż był ze mną, bo cholernie się tego wszystkiego bałam. Najbardziej tego, że np. zemdleje, albo, że lekarze czy położna zrobią coś nie tak, a ja nie będę miała nawet siły zaprotestować.

Nie chciałam, aby mój chłopak, był obecny podczas porodu. Bałam się, że później już nigdy tak samo na mnie nie spojrzy, zresztą to wszystko zwyczajnie mnie krępowało.

Tak, chcę, żeby facet ze mną był. Może nie by stał obok lekarza i to wszystko widział, ale żeby był koło mnie. Może się do czegoś przyda.

Ja nie chciałam, tzn. chciałam tylko w pierwszej fazie, w finalnej już nie. Nie widziałam takiej potrzeby. Jednak gdy lekarz powiedział, że potrzebne jest cesarskie cięcie, to się mocno wystraszyłam i ze łzami w oczach pytałam go, czy posiedzi przy mnie na sali.

Termin mamy na listopad, ja bardzo bym chciała, żeby mąż przy mnie był, sama nie wiem czemu, mam wrażenie, że to nas do siebie zbliży, ale on mówi, że wolałby nie.

Kobiety widzą to nieco inaczej. W większości chcą ich by partner, był przy nich i je wspierał. Liczą na to, iż takie doświadczenie ich wzmocni lub, że partner im pomoże rareagując wtedy gdy one nie będą w stanie. Niekiedy kobiety nie chcą obecności ojca dziecka podczas porodu, czując skrępowanie lub zwyczajnie nie widzą takiej potrzeby.

Czy tata na porodówce to na pewno dobry pomysł?

Niestety nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zależy od tego, co myślą obie strony. Jeśli jeden z rodziców nie chce, aby ojciec dziecka uczestniczył w porodzie, to zdecydowanie nie powinno się, go do tego zmuszać. Oczywiście warto sprawę przedyskutować, rozważyć wszelkie za i przeciw. Jednak jeżeli któraś ze stron ma duże opory, to lepiej odpuścić.