Rozmówki małżeńskie, 5 tekstów, które doprowadzają do szału każdego w związku

W każdym związku dochodzi czasem do różnych (mniejszych lub większych) spięć. Im dłużej on trwa, tym łatwiej „wyłapać” w nim pewne „zapalne” punkty. Z jednej strony są to pewne powtarzalne sytuacje, a z drugiej związane z nimi reakcje – czyli także i teksty, które są kierowane do tej drugiej strony. Pewnie każdy ma cały arsenał, który „uchodzi” z niego w adekwatnym do danej sytuacji momencie, ale tym razem „pod lupę” wezmę tylko 5 tekstów, które według mnie doprowadzają do szału każdego, kto jest w stałym związku.

Mogła/eś mi powiedzieć

Rozmówki małżeńskie, 5 tekstów, które doprowadzają do szału każdego w związku

Każdemu z nas się kiedyś wydawało, że ta Nasza wymarzona połówka dosłownie będzie nam czytała w myślach i wiedziała, o co nam chodzi, zanim jej jeszcze zdążymy o tym powiedzieć. Niestety, ale rzeczywistość – owa szara codzienność, bardzo szybko to weryfikuje. Z mojej perspektywy to Panowie częściej kierują ten tekst do wybranek ich serca – być może działa on tak samo mocno w obie strony (to kwestia do przedyskutowania). Komuś, kto nie ma takich osobistych doświadczeń (mam tu na myśli żyjących jeszcze w świecie wyidealizowanym niedoświadczonych nastolatków albo zatwardziałych singli, którzy, gdy słyszą coś o stałym związku, szybko zmieniają obiekt zainteresowania)  ten tekst może się wydać całkiem neutralny, no bo przecież każdy, od czasu do czasu, tak mówi. Co z tego? Czy jest się o co pieklić? Oczywiście jak zawsze punkt widzenia zależy od konkretnej (w tym wypadku życiowej) sytuacji. No bo kiedy ta druga strona uważa, że jej obowiązki ograniczają się tylko do tego, co jej się powie, a najlepiej zapisze, to jednak ten tekst usłyszany po raz enty może mieć nieco inny wydźwięk. Poza tym każda z Pań przynajmniej od czasu do czasu liczy na to, że jej Mąż/Partner domyśli się, że gdy lodówka jest pusta, to trzeba zrobić zakupy albo że zmywarka sama się nie opróżnia itd. itp. Jeśli do tego dodać brak inwencji i zaangażowania w pielęgnowanie relacji, no to problem się nawarstwia.

Jutro to zrobię, bo jestem zmęczony

Rozmówki małżeńskie, 5 tekstów, które doprowadzają do szału każdego w związku

To może być prawda, bo przecież każdy z Nas bywa zmęczony – bo tu i ciężki dzień w pracy i dom, i dzieci do ogarnięcia. Kiedy jednak to zmęczenie pojawia się zawsze, kiedy trzeba wykonać jakąś nie do końca atrakcyjną (lubianą) przez tę drugą stronę czynność, to wzrost ciśnienia (u tego, kto o coś prosi) murowany. Zresztą, jak się nie chce czegoś robić, to lepiej (przynajmniej według mnie powiedzieć o tym szczerze i od razu), a nie wszystko odwlekać i nie pozwalać na nieco inne rozwiązanie danej sprawy, czy też problemu. Tym czymś do zrobienia może być każda domowa czynność – naprawa niedomykającej się szafki, sprawdzenie przeciekającego kranu, przybicie gwoździa do ściany. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że gdy nie ma już podstaw, by nadal utrzymywać, że jest się zmęczonym, to wtedy w wielu (nie tylko polskich) domach zaczyna się granie na zwłokę – wówczas zamiast jestem zmęczony” pojawia się „zaraz”, „za chwilę”. Każda z Pań, która już dobrze poznała swojego partnera, doskonale wie, że to bardzo płynny i efemeryczny przedział czasowy – może to być za godzinę, jutro, za tydzień, a w skrajnych przypadkach również „Na Świętego Dygdy…”.

Nie mam się w co ubrać

Rozmówki małżeńskie, 5 tekstów, które doprowadzają do szału każdego w związku

Każda z kobiet uzna, że w tym zdaniu nie ma niczego, co mogłoby doprowadzać do szału, a jednak – Panowie w tej materii mają nieco inne zdanie. Z czego to wynika? Najprawdopodobniej z tego, że obawiają się, że znowu trzeba będzie iść na zakupy, a jeśli nawet nie, to domowy budżet może zostać nadszarpnięty na kolejną kieckę, która wcale nie spowoduje, że ten stan – „nie mam się w co ubrać” ulegnie zmianie. W sumie trochę prawdy w tym jest, bo jak to mówią, od przybytku głowa nie boli, no ale bez przesady – dobra jakość i wykonanie z dbałością o najdrobniejsze detale nie idą w parze z niską ceną, niestety. Według mnie Panowie zbyt szybko wpadają w panikę i dają temu wyraz – zamiast zamartwiać się perspektywą kolejnego (z ich perspektywy) „straconego” weekendu, mogliby zadziałać bardziej taktycznie i jednak poszukać w tych stosach kupionych „okazyjnie” sukienek czegoś, co mogłoby się na daną okazję świetnie nadać (trochę zaangażowania i kilka komplementów) może (przynajmniej czasem) zdziałać cuda. Oczywiście nie jest to jedyne możliwe wyjście z tego rodzaju sytuacji. Równie dobrze mogliby ją nieco odwrócić i zgodzić się ze swoją Żoną (Partnerką), że faktycznie nie ma się w co ubrać (zresztą, tak samo, jak On) i tym razem zabrać ją na shopping po butikach z męskim asortymentem. Po kilku godzinach najlepiej bezowocnych albo bardzo „okazyjnych” przymiarek istnieje całkiem realna szansa na to, że w przyszłości fraza „nie mam się w co ubrać” będzie padała nieco rzadziej.

No i co?

Rozmówki małżeńskie, 5 tekstów, które doprowadzają do szału każdego w związku

Wydawać by się mogło, że to całkiem neutralne pytanie, ale są takie sytuacje, kiedy może doprowadzić do szewskiej pasji. Kiedy? Na przykład wtedy, gdy jedna ze stron opowiada tej drugiej wszystko to, co jej się danego dnia przytrafiło. Załóżmy, że to nie był dobry dzień, a wręcz przeciwnie, od rana do wieczora było pod górkę – autobus się  spóźnił, w pracy znowu nerwowa atmosfera, a w domu jak zwykle Armagedon – bałagan (chociaż dzień wcześniej były generalne porządki) i każde z dzieci czegoś chce. W takim dniu taki niepozorny „komentarz” może przelać czarę goryczy. No bo jeśli Partner nie rozumie, że miał być tym, kto miał wysłuchać, zrozumieć i pocieszyć no to może być problem. Z czego się on bierze? Najprawdopodobniej z tego, że On zupełnie inaczej zrozumiał ten przekaz – być może szukał w tych wszystkich zlepkach różnych historii jakiegoś sensu (rodzaju drugiego dnia) i po prostu tego nie znalazł – i stąd to, według Niego, niewinne pytanie. Co z w tej sytuacji (z)robić – najlepiej uczyć się na błędach i dwa razy nie popełniać tych samych. A może rzeczywiście warto od czasu do czasu tej drugiej stronie  powiedzieć, o co Nam tak naprawdę chodzi?

Chyba masz „te” dni

Rozmówki małżeńskie, 5 tekstów, które doprowadzają do szału każdego w związku

Dla wielu Panów nerwowość kobiet to kwestia czysto biologiczna. Szkoda tylko, że nie pamiętają, że oni również mają hormony… Komentarz o „tych dniach” to nic innego jak oznaka słabości i braku merytorycznych argumentów. To rodzaj „ostatniej deski ratunku”, która niepostrzeżenie zamienia się w przysłowiowy „gwóźdź do trumny”. Skoro kobieta ma „te dni”, to jakie dni ma Mężczyzna? Drogie Panie, warto tę kwestię nieco bardziej dogłębnie rozważyć – wszak możliwości jest tak wiele. Od czego by tu zacząć – może „To początki andropauzy” albo dajmy na to „Plemniki przez Ciebie przemawiają”. Oczywiście to tylko tak z przymrużeniem oka, bo ja raczej stawiam na merytoryczną dyskusję, a nie na obrzucanie się coraz mniej zabawnymi uszczypliwościami, a w skrajnych przypadkach wręcz inwektywami.

Czy z tymi „tekstami” można coś zrobić? Według mnie – jak najbardziej. Kluczowe jest to, aby ich za każdym razem nie brać zbyt na serio, bo przecież każdy z Nas mówi czasem coś zbyt szybko i w emocjach, a później tego żałuje. Poza tym takie pełne skrajnych emocji rozmowy bywają „oczyszczające”. W końcu lepiej szczerze wyrzucić z siebie to, co Nam leży na sercu, niż to w sobie kumulować przez całe tygodnie, miesiące, a nawet lata. To nic nie da, a czara goryczy i tak się kiedyś przeleje.

Co można zrobić, żeby jednak nie dolewać przysłowiowej oliwy do ognia?

W tym wypadku pewnie ile par tyle odpowiedzi. Z przeprowadzonych przeze mnie kuluarowych rozmów wynika, że sprawdzają się (między innymi) poniższe sposoby (metody).

  • Zawsze (wy)słuchaj – nawet wtedy, gdy naprawdę jesteś zmęczony/a, lepiej przez chwilę się skupić niż później wszystko znacznie dłużej „odkręcać”.
  • Zawsze przynajmniej trzy razy się zastanów, czy to co zamierzasz powiedzieć, faktycznie chcesz powiedzieć – weź pod uwagę „konsekwencje” – szczególnie jeśli Wasza kanapa w salonie nie jest zbyt wygodna
  • Pamiętaj, że zawsze to, co powiesz, może zostać wykorzystane przeciwko Tobie – w najmniej oczekiwanym przez Ciebie momencie (nawet po wielu latach) i wtedy, gdy kompletnie nie będziesz na to przygotowany/a.
  • Jeśli nie masz sensownych argumentów na swoją obronę, to lepiej w ogóle nic nie mów – są takie sytuacje (w każdym związku), kiedy milczenie faktycznie jest złotem.

A u Was jak to wygląda? Też padają jakieś teksty, które w mgnieniu sekundy rozgrzewają Was do czerwoności? Jeśli tak, to, jak brzmią i jak na nie reagujecie? Macie wypracowaną strategię, czy raczej „idziecie na żywioł”?