Poranki – jak je przetrwać, by nie zwariować przy dzieciach?

Każdy, kto ma dzieci, doskonale wie, że grunt to dobra organizacja – wówczas wszystko można przetrwać. Oczywiście łatwo powiedzieć, ale jeśli ktoś już się kiedyś zastanawiał, jak przetrwać te mniej lub bardziej bogate w zadania do wykonania poranki, to znaczy, że jeszcze wszystko przed nim. Warto zacząć od tego, że planowanie i organizowanie wcale nie musi być jakimś niewolniczym schematem, którego później za wszelką cenę należy się trzymać. Raczej jest to taki mniej lub bardziej szczegółowy harmonogram, w którym zapisujemy sobie, co trzeba, a co można w danym dniu (z)robić.

Sposoby na przetrwanie poranków

Poranki – jak je przetrwać, by nie zwariować przy dzieciach?

Prawda jest taka, że każdy Nasz plan będzie jeszcze musiał się zderzyć  z rzeczywistością i dopiero wtedy się okaże, czy się sprawdził albo w jakim stopniu, czy też zakresie okazał się przydatny. Z pewnością inaczej wygląda poranek weekendowy i taki codzienny (w roboczym tygodniu). Według mnie warto zapisywać sobie te wszystkie „drobiazgi” do zrobienia, bo później jest o wiele łatwiej (w ciągu całego dnia) nad wszystkim zapanować. Nie tyle więc chodzi o to, żeby minuta po minucie mieć wszystko „rozłożone” na czynniki pierwsze, ale żeby w ogóle wiedzieć, co jeszcze zostało do zrobienia, bo po np. niezbyt dobrze przespanej nocy wcale nie będzie to już takie oczywiste.

Dobry budzik i odpowiednie zaplanowanie pobudki dla wszystkich domowników

Home alarm clock

Być może warto nieco przeorganizować poranki – mam tu na myśli właśnie wstawanie wszystkich domowników. Po co robić kolejkę do łazienki – niech np. dzieci śpią nieco dłużej, a My (rodzice) w tym czasie „ogarniemy” siebie i wszystkie niecierpiące zwłoki obowiązki. Śniadanie można nastawić jeszcze zanim się do niej pójdzie (jeśli np. dzieci lubią owsiankę) i później wszystko już będzie gotowe – a raczej My i śniadanie. 

Dystans i spokój – tylko to może Nas uratować

calm down parent

Czasami lepiej się kilka minut spóźnić niż wprowadzać w domu nerwową i napiętą atmosferę – już od wczesnych godzin porannych. W końcu jednego dnia Nasz szkrab będzie pogodny i szybko zrobi, co do niego należy, a drugiego będzie problem, żeby go ubrać i zaczesać. Tak już jest – zresztą, sami też mamy lepsze i gorsze dni (nie tylko poranki). Właśnie dlatego trzeba być wyrozumiałym i umieć zachować dystans – i do siebie, i do wszystkiego wokół. Bez tego chyba naprawdę można zwariować. 

Najtrudniej jest wtedy, gdy jest płacz, krzyk i wszystko na nie. Co wtedy? Jak przetrwać takie poranki? Czasami rozwiązanie jest banalnie proste – trzeba te poranne „koncerty” przeczekać. Dać maluchowi chwilę – jeśli ma taką potrzebę, to niech się wypłacze w samotności (najlepiej w swoim pokoju). Jeśli zobaczy, że nie jest w centrum uwagi, to najprawdopodobniej za kilka, kilkanaście minut sam do nas przyjdzie (często, jakby nigdy nic). Ale co z Nami (w tym czasie)? Ja proponuję poranną kawę albo melisę (na uspokojenie) – jak kto woli. Kojące dźwięki muzyki również mogą się przydać.

Niektóre czynności lepiej wykonać dzień wcześniej

Najtrudniej mają Ci, którzy są nocnymi markami. Dla nich poranki to jeszcze środek nocy – a tu jeszcze dzieciaki mają podłe humory. Stąd też, w ich przypadku, warto przynajmniej niektóre z porannych czynności wykonać dzień wcześniej. Co mam na myśli? Lista może być w tym wypadku długa – wiele zależy od tego, jak będzie wyglądał plan całego dnia, ale pewne rzeczy się nie zmieniają, a więc można np.:

  • wybrać i przygotować (jeśli trzeba to uprasować) dla siebie i pozostałych domowników (przynajmniej tych mniejszych) ubrania,
  • zrobić kanapki do pracy, przedszkola itp.,
  • sprawdzić, czy dzieci mają spakowane plecaki, a jeśli uczą się w domu (to czy wszystkie potrzebne książki i zeszyty są na biurku, bo czasami jest problem z ich znalezieniem); właśnie dlatego warto to zrobić wcześniej – żeby później gorączkowo nie przekopywać całego domu,
  • wymyślić co będzie na obiad i część tych kuchennych zadań już zawczasu przygotować (np. zamarynować mięso, poobierać i pokroić warzywa – te, którym taka wcześniejsza obróbka nie zaszkodzi),
  • „ogarnąć” kuchnię i salon – dzięki temu poranna kawa i śniadanie będą konsumowane w bardziej przyjemnej dla oka scenerii.

A może to Nasze dzieci warto zapytać o to, jak przetrwać poranki?

Oczywiście kilkulatek raczej Nam wiele nie podpowie, ale taki dumny uczeń szkoły podstawowej już co nieco wie, więc może niech razem z Nami usiądzie i powie, co według niego warto zmienić w Naszym „systemie” wstawania i szykowania się do pracy, przedszkola i szkoły.

I nawet jeśli dziecko nie będzie miało żadnych pomysłów ani uwag, to i tak można je zaangażować w realizację Naszego wspólnego porannego planu dnia. Dzieci (szczególnie te młodsze) lubią różne konkurencje i zadania do wykonania (oczywiście te w formie zabawy), więc może warto ten fakt wykorzystać (oczywiście na Naszą korzyść). Można np. stworzyć tabelkę, w której będziemy odhaczać, czy wszystkie poranne zadania i obowiązki zostały wykonane na czas – chodzi tu np. o: wstawanie bez ociągania, poranną toaletę, ubieranie, czesanie, jedzenie śniadania itd. Później np. raz w miesiącu możemy je w jakiś sposób, za tego rodzaju zaangażowanie i wyniki (na tle rodzeństwa) nagrodzić – np. pozwolić na niezdrowe łakocie albo kupić mu jakąś nową grę. Ważne, żeby pozostałych dzieci nie pomijać, bo one też powinny się poczuć docenione. Proponuję, żeby dostały to samo, ale w mniejszej ilości – jeśli będą chciały więcej, to niech się w kolejnym miesiącu bardziej postarają.

A może My też mamy prawo, od czasu do czasu, zaprotestować?

Jeśli danego dnia nie mamy w planach żadnego pilnego wyjścia, a dzieci też mogą wyjść z domu później, to warto ten poranek wykorzystać w ten sposób, żeby dzieciom pokazać, że My też mamy uczucia i że czasem granice naszej wyrozumiałości i cierpliwości są zbyt mocno nadwyrężane. Jak to zrobić? Proponuję, żeby „zaprotestować” – nie przychodzić po raz piąty do pokoju dzieci, żeby je powyciągać z łóżek, nie podgrzewać im po raz trzeci owsianki i nie pakować plecaków, bo to przecież ich, a nie Nasz obowiązek. Niech zobaczą, że ubrania same się nie wyciągają z szafy, że śniadanie samo się nie robi, i że pewne rzeczy trzeba robić wcześniej. Istnieje spora szansa, że Nas w końcu docenią i już nie będą tak często bez żadnej uzasadnionej przyczyny marudzić i zrzędzić.

Poranki z dziećmi – jak je przetrwać? Trzeba być konsekwentnym

Jeśli dzień wcześniej ustaliliśmy, że wszyscy wychodzimy o 7.30, to następnego dnia się tego trzymajmy. Jedyne, o czym warto pamiętać, jest w tym wypadku to, żeby np. kwadrans przed wyjściem jeszcze raz o tym dzieciom przypomnieć. Dzięki temu będą jeszcze miały chwilę i okazję, żeby wykonać wszystkie zaległe czynności. Jeśli nie zdążą, to trudno. Na zgubionym zeszycie i dwóch różnych skarpetkach świat się nie kończy. Być może uwaga w dzienniczku nauczy Naszą guzdrałę, że zeszytu trzeba szukać dzień wcześniej, a najlepiej znaleźć mu stałe i bardziej odpowiednie miejsce niż to pod łóżkiem albo pod poduszką na kanapie…

Wspólne poranki też mogą być przyjemne 

Poranki – jak je przetrwać, by nie zwariować przy dzieciach?

W weekend albo po prostu wtedy, gdy mamy nieco więcej czasu, zaplanujmy bardziej przyjazny i nieszablonowy poranek. Jak to zrobić? W tym wypadku kluczowe jest to, aby wziąć pod uwagę to, co lubią (np. jeść albo robić) wszyscy domownicy. Jedno jest pewne, tym razem nikogo nie trzeba będzie o świcie ściągać z łóżka. Może to być np. „dzień śpiocha”, ale ze wspólnym długim śniadaniem – tak, żeby w końcu móc ze sobą wspólnie pobyć i porozmawiać. Zamiast herbaty, zróbmy wszystkim (jeśli lubią) czekoladę, zamiast standardowych kanapek postawmy na np. ulubione drożdżówki albo rogaliki francuskie. W końcu węglowodany też są dla ludzi, a owsianka prędzej czy później nawet i Nam może się znudzić.

Jeśli wszyscy domownicy lubią aktywnie spędzać czas, to wtedy wstańmy wcześniej i razem poćwiczmy. Bieżnia nie powinna służyć tylko i wyłącznie do suszenia prania Jeśli nie mamy zbyt dużo sprzętów do ćwiczeń, to sami też możemy je sobie przygotować – wystarczy napełnić puste butelki wodą, przynieść do salonu stare maty do jogi albo np. wykorzystać plażowe ręczniki. Co do programu ćwiczeń, to z tym nie powinno być problemu – treningów w sieci nie brakuje. Jedyne, o czym warto pamiętać, to odpowiednio szybki podkład muzyczny, no i stroje, ale to już według uznania – w końcu w piżamach też można popracować nad swoją kondycją.

Z kolei w rodzinie łasuchów najlepiej sprawdzi się wspólne przygotowywanie śniadania. Najlepiej robić to spontanicznie – wykorzystać to, co jest w danym dniu w domu (a raczej w lodówce). Robione razem naleśniki, racuchy albo gofry z pewnością poprawią wszystkim humory, a oprócz tego dostarczą sporo energii, którą będzie można później w bardziej praktyczny sposób spożytkować – np. na sprzątnie. Oczywiście równie dobrze można ten dzień spędzić bardziej na luzie i np. zaraz po śniadaniu pooglądać wspólnie lubiane przez wszystkich filmy albo pograć w klasyczne planszówki. Być może dzięki nim Nasze pociechy, choć na chwilę zapomną o tabletach, smartfonach i laptopach.

A u Was jak to wygląda? Poranki szargają Wam nerwy, czy raczej przebiegają bezproblemowo?