Najlepsze wsparcie rodzica to… Dziecko

Wielu osobom (tym, które jeszcze nie mają dzieci) wydaje się, że dziecko to przede wszystkim kłopot, bo przecież wymaga ciągłej uwagi, zaangażowania oraz troski. Oprócz tego ma bardzo konkretne emocjonalne (psychologiczne) i materialne potrzeby. Jednym słowem jest bardzo wymagające i jego posiadanie wiąże się z wieloma wyrzeczeniami. Czy rzeczywiście tak jest? Nie do końca, bo ta lista potrzeb jest równoważona przez wszystko to, co się otrzymuje w zamian. Tym czymś, co tak trudno zmierzyć, czy przeliczyć jest między innymi wsparcie, jakie każdy z rodziców otrzymuje od swojego dziecka.

Bezinteresowne wsparcie – czyli o tym, co się dostaje, gdy jest się rodzicem

Najlepsze wsparcie rodzica to… Dziecko

O jakim wsparciu jest tu mowa? O tym duchowym i emocjonalnym, bo wbrew pozorom najlepszym wsparciem dla rodzica jest jego dziecko. Działa to w ten sposób, że dziecko niejako intuicyjnie wyczuwa, że coś jest nie tak. Po prostu szybko wyłapuje Nasze gorsze dni i spadki psychicznej formy. Co wtedy robi? Często się zdarza, że po prostu pokazuje Nam, jak bardzo jesteśmy dla niego ważni, i jak mocno Nas kocha. A takie drobne gesty – przytulenie, objęcie, pocałunek są czasem w stanie więcej zdziałać niż niejedna profesjonalna sesja psychoterapeutyczna albo „poważna” rozmowa z kimś dorosłym, kogo zdanie wysoko cenimy.

Tym, co urzeka najmocniej w tym, jak „działają” na Nas własne (i nie tylko) dzieci jest przede wszystkim ich bezinteresowność i prostota – jeszcze nieskażona wyrachowaniem i dwuznacznością odnośnie do tego, co się opłaca albo co się zwróci, a co nie itd. Dla nich liczy się tu i teraz – działają impulsywnie, ale bez żadnej kalkulacji. Swoim uśmiechem potrafią ukoić niejeden smutek i osłodzić niejedną porażkę.

Czasami działają bardziej systematycznie – jeśli wskażemy im właściwy kierunek, to mogą dużo, o wiele więcej niż się Nam dorosłym wydaje. Ważne jest więc to, aby ich nie ograniczać, i w sytuacji, gdy faktycznie będą Nam chciały pomóc (np. coś zrobić), zgodzić się na to (i tej ich czasem nawet nieco dla Nas kłopotliwej pomocy nie odrzucać).

Jak dziecko wspiera swego rodzica?

Najlepsze wsparcie rodzica to… Dziecko

Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi, bo każdy dom jest inny. Inaczej wyglądają jego troski, radości i rutyna dnia codziennego. Jedno jest pewne, w każdym z nich prędzej lub później pojawią się jakieś problemy, czy też kłopoty. W końcu wszyscy mamy od czasu do czasu jakieś mniej lub bardziej przejściowe troski, problemy albo po prostu gorsze dni. Wielu z Nas już nauczyło się, jak sobie z nimi radzić – jak je rozwiązywać, przeczekiwać albo ignorować i iść do przodu – nawet wtedy, gdy nie wszystko wygląda tak, jak tego pierwotnie oczekiwaliśmy, ale nie zawsze dajemy radę. Wówczas potrzebujemy wsparcia. Dzwonimy więc do siostry, przyjaciółki, rozmawiamy z mężem albo wybieramy jakąś profesjonalną formę pomocy (np. psychologiczną) Czy jednak zawsze jest to konieczne?

A może wystarczy rozejrzeć się wokół i docenić to, co już się ma i nauczyć się z tego cieszyć. Według mniej tej umiejętności mogą Nas nauczyć Nasze dzieci, bo to prawdziwi mistrzowie w zauważaniu tego, co dla nas błahe, nieistotne albo już od dawna niewidoczne – i to również może być dla nas pewna forma wsparcia. Żebyśmy jednak mogli z niej skorzystać, najpierw musimy się na nią w pewien sposób przygotować i otworzyć. W tym wypadku, a raczej w tej materii, to Nasze dzieci będą Naszymi przewodnikami albo nauczycielami. Pokażą nam, jak cieszyć się z deszczu i z kałuż na dziurawym chodniku, jak pachną polne kwiaty, których nazw już nie pamiętamy i że nawet zwykła kanapka może być rarytasem – wystarczy, że będzie spożywana w odpowiednim gronie osób i w dobrze dobranych „okolicznościach przyrody”.

Wiele wsparcia otrzymujemy mimochodem, często go nawet nie zauważamy albo odbieramy na opak. No bo takie dziecięce sprzątanie i „pomaganie” np. podczas gotowania czasem generuje jeszcze więcej pracy niż wtedy, gdybyśmy wszystko od początku do końca wykonali sami. Czy to znaczy, że dobrze robimy, odsuwając dziecko od chęci pomagania Nam? Z pewnością nie, bo nawet jeśli na początku w praktyce niewiele na tym skorzystamy, to jednak z czasem sytuacja się zmieni. Poza tym lepiej chyba spędzać czas razem wśród nieładu i rozgardiaszu niż samotnie kroić warzywa przy idealnie czystym i równocześnie pustym stole.

Dawanie i branie – tego też trzeba się nauczyć

Najlepsze wsparcie rodzica to… Dziecko

Wcale nie uważam, że motywacją do posiadania dziecka powinno być postrzeganie go jako formy zabezpieczenia (wsparcia) na starość. Ono może wybrać inaczej niż My – może chcieć mieszkać w innym kraju, robić coś zupełnie innego niż my i żyć w inny sposób. Czy zatem w dobie tak wielu zmian i różnych „wersji” życia jest szansa na to, żeby otrzymać pomoc wtedy, gdy będzie Nam ona potrzebna? Według mnie jest całkiem realna, ale to jest proces, bo dziecko przesiąka Naszym sposobem życia i tym, jak my postępujemy, reagujemy i zachowujemy się na co dzień – to może być jego dziedzictwo, ale i zbędny balast – kluczowe jest bowiem to, co sami mu (z siebie) ofiarujemy. Najpierw sami musimy dać mu miłość, zrozumienie i wsparcie. Dopiero z czasem ono zacznie na te Nasze uczucia i gesty odpowiadać i w pewien mniej lub bardziej symboliczny sposób „oddawać” Nam to wszystko, co samo od Nas otrzymało – oczywiście nie zawsze będzie to wyglądało tak, jak sobie to wymyśliliśmy, czy też zaplanowaliśmy – i z tego już zawczasu powinniśmy zdać sobie sprawę.

Dziecko i wsparcie – jak jeszcze można te dwa pojęcia ze sobą połączyć?

Najlepsze wsparcie rodzica to… Dziecko

A może już sam fakt posiadania dziecka stanowi wsparcie, ale nie to instrumentalne (że zakładamy, że decydujemy się na dziecko, żeby mieć opiekę na starość) tylko bardziej emocjonalne i „sensotwórcze”. Co mam na myśli? Przede wszystkim to, że w dzisiejszym świecie coraz mniej rzeczy i ludzi jest z Nami na stałe. Wszystko wokół coraz szybciej się zmienia – Nasze życie zawodowe i osobiste coraz szybciej ewoluuje i ulega mniej lub bardziej drastycznym przeobrażeniom. Nie zawsze mamy nad tym wszystkim kontrolę – można więc powiedzieć, że zaczyna Nam brakować pewnego rodzaju punktu odniesienia, czegoś stałego, co pozwoliłoby się Nam w jakiś sposób w tym zmiennym i efemerycznym świecie zakotwiczyć – tym czymś (a raczej kimś) przynajmniej dla niektórych z Nas (dorosłych) może być dziecko. Jak to działa? Dzieci z jednej strony lubią rutynę, stałość i niezmienność, a z drugiej same wciąż się zmieniają, rosną i rozwijają. Mając kogoś takiego blisko siebie, każdy dzień, z jednej strony jest przewidywalny, a z drugiej, wciąż może czekać Nas coś nowego – pierwsze słowo, wakacje, święta itd. Mając tak szeroką gamę emocji, przeżyć i wrażeń dostępną ot tak, po powrocie z pracy do domu, bardzo szybko można zapomnieć o tym, co danego dnia poszło nie tak. Wówczas to dom rodzinny i znajdujący się w nim ludzie (mąż i dzieci) zaczynają „działać” (często bezwiednie) jako bardzo efektywna forma wsparcia.

Oczywiście wsparcie może przybrać z czasem bardziej namacalną formę. Wówczas może polegać np. na tym, że dzieci zaczną się włączać w „ogarnianie” różnych codziennych zadań, obowiązków i spraw, które w sposób nieodłączny wiążą się z życiem w jednym domu. Jednego dnia to może być pozamiatanie w salonie, drugiego załadowanie i włączenie zmywarki, a trzeciego zrobienie drobnych zakupów w osiedlowym sklepie. Może wydawać się, że to tak niewiele i że to mało znaczy, ale prawda jest taka, że większa część Naszego życia (czy tego chcemy, czy nie) składa się właśnie z takiej serii mniej lub bardziej regularnie powtarzanych czynności. Miło mieć zatem wokół siebie kogoś, kto Nas z ich wykonywania, przynajmniej od czasu do czasu, odciąży.

Są granice, których nie powinniśmy przekraczać

Najlepsze wsparcie rodzica to… Dziecko

Najgorsze, co można własnemu dziecku zrobić, to obciążyć je swoimi problemami. Trzeba pamiętać o tym, że to nie jemu powinniśmy się wypłakiwać w rękaw i zwierzać ze swoich codziennych trosk – a przynajmniej do czasu, gdy nie dorośnie. Takie obciążanie go problemami nie na jego wiek może mu bardzo zaszkodzić i doprowadzić do poważnych zaburzeń w jego psychospołecznym rozwoju. Warto o tym pamiętać i w porę ugryźć się w język, gdy maluch zapyta Nas – dlaczego jesteśmy smutni albo co Nam się stało, że nie zachowujemy się tak, jak co dzień. Oczywiście  nie znaczy to wcale, że Naszą sytuację mamy przed dzieckiem ukrywać – ono przecież i tak dużo widzi i wyczuwa, że coś jest nie tak. Po prostu to, co mu powiemy, musi być dostosowane do jego wieku i musi mu być odpowiednio dozowane – w ten sposób, żeby ono umiało sobie z tym poradzić.

A u Was jak to wygląda? Czy Wasze maluchy już miały okazję, żeby Was w jakiś sposób wesprzeć? Jeśli tak, to, jak to wyglądało i co zyskaliście (dostrzegliście)?