Jak opanować „Mamowanie”?

„Mamowanie” bywa bardzo uciążliwe. Dziecko wtedy nie tylko bez przerwy woła „mama”, ale staje się w stosunku do niej bardzo zaborcze. Chce, by tylko ona spędzała z nim czas. Nie dopuszcza do tego, żeby ktoś inny się nim zajmował – np. przewijał, karmił, kąpał, bawił się. Oprócz tego nie pozwala jej się oddalić – nawet na krótkie rozstanie reaguje histerycznie – głośno płacze, krzyczy, jest zdenerwowane i bardzo pobudzone. Skąd takie zachowanie się bierze i jak można mu zaradzić? I czy w ogóle trzeba?

„Mamowanie” jako jedna z faz w „teorii relacji z obiektem” (według Margaret Mahler)

Jak opanować „Mamowanie”?

Teorie relacji z obiektem koncentrują się na konceptualizowaniu rozwoju człowieka. Można powiedzieć, że opisują one krok po kroku etap formowania się relacji z otoczeniem oraz własnej tożsamości. Tak, jak ma to miejsce w innych teoriach psychoanalitycznych, nacisk jest położony nie na realność, ale na wewnętrzny świat różnego rodzaju przeżyć oraz wyobrażeń. Tym samym teorie relacji z obiektem interpretują  świat takich przeżyć w odniesieniu do konkretnego innego, czyli właśnie do „obiektu”. W przypadku tej teorii kluczowy jest przede wszystkim rodzaj „emocjonalnego zabarwienia”, jaki jest wywoływany w dziecku poprzez inicjowane i podtrzymywane przez nie relacje (głównie z matką).  

Jedną z reprezentantek oraz przedstawicielek tej teorii jest Margaret Mahler. Badaczka ta wyodrębniła fazy w rozwoju dziecka – to właśnie poprzez nie ukazała charakter tych relacji oraz sposoby ich przeżywania/doświadczania przez małego i wciąż rozwijającego się człowieka.

Jak wynika z teorii Mahler, pierwsza faza w relacji małego dziecka ze światem to symbioza. Dla niej charakterystyczny jest brak zróżnicowania między matką a nim samym. Wówczas ono niejako trwa w złudzeniu somatopsychicznej jedności ze swą rodzicielką. Na tym etapie jego psychicznego rozwoju kluczowe jest przede wszystkim pewnego rodzaju „dostrojenie” między nim samym, a jego matką. Równie istotne jest w tym wypadku zaspokajanie potrzeb i pragnień maleństwa.

Po etapie symbiozy nadchodzi czas na proces separacji – indywiduacji. Dla niego symptomatyczne jest stopniowe pozyskiwanie przez dziecko świadomości. Po prostu musi ono zdać sobie sprawę, że jest odrębnym bytem (oddzielonym od swojej mamy – nie stanowi więc z nią jedności). Wówczas kształtuje się u niego poczucie własnej indywidualności. Na tym nie koniec, bo dochodzi również do wyizolowania własnego „ja”.  To właśnie wtedy dziecko dzień po dniu uświadamia sobie własne zdolności i to, że jest niezależną istotą. Z czasem dochodzi do wniosku, że jest zdolne do tego, by funkcjonować także i pod nieobecność swojej matki – oczywiście to wymaga czasu.

Proces ten odbywa się zazwyczaj między 5. a 36. miesiącem życia. Właśnie wtedy dziecko oddala się od matki i później znowu się do niej zbliża. Dochodzi wówczas do takiej sytuacji, że zaczyna odczuwać i przeżywać bardzo duży lęk. Dziecko obawia się wtedy, że starci obiekt miłości. Finalnie więc najpierw oddala się od niej, by zaraz później znowu bardzo mocno się do niej zbliżyć. I właśnie ten trudny czas dla rodzica (czyli „Mamowanie”) psychologowie zakwalifikowali w tym właśnie etapie/ miejscu dziecięcego rozwoju.

Uwieńczenie tego bogatego w doznania i przeżycia dla dziecka i jego najbliższego otoczenia procesu stanowi ukształtowanie tzw. stałości obiektu. Na czym to polega? Po prostu z czasem w umyśle dziecka pojawia się już w pełni odrębny obraz drugiej osoby – matki. Wtedy ono już jest na tyle dojrzałe, że samo jest w stanie sobie zagwarantować pocieszenie, komfort i miłość – także i  podczas fizycznej nieobecności jego mamy.

Czy z „Mamowaniem” trzeba sobie w ogóle jakoś (po)radzić?

Jak opanować „Mamowanie”?

Wielu dziecięcych psychologów wychodzi z założenia, że dziecko po prostu musi przez ten etap przejść. Rodzic nie powinien więc na siłę starać się ingerować w ten czas. Tym samym nie powinien ani go skracać, ani wydłużać. Co zatem jest wskazane, czy też rekomendowane? Po prostu trzeba być blisko. Zaspokoić dziecięcą potrzebę bliskości. Pozwolić mu na gwałtowne przeżywanie tego, czego doświadcza i rozpoznaje wokół siebie. Spokojnie przyglądać się, gdy na chwilę się odsuwa, by zaraz po chwili znowu domagać się bliskości i poświęcenia mu całej uwagi.

Przede wszystkim nie można go wtedy odsuwać i na siłę „podsuwać” mu innej osoby. Oczywiście należy je z nimi „oswajać”, ale tylko do momentu, gdy dziecko na to przyzwala. Zbyt agresywne „wypychanie” go z tego etapu, mogłoby wpłynąć w sposób niekorzystny na jego dalszy rozwój.

Wiadome jest to, że czasem każdy potrzebuje chwili dla siebie. Wówczas trzeba spróbować odwrócić uwagę dziecka. Zaproponować mu samodzielną zabawę, oglądanie kolorowych obrazków w książeczce albo np. malowanie. Mama powinna być blisko, ale to nie oznacza, że musi wszystko robić razem ze swoim dzieckiem. Może np. puszczać mu jakąś piosenkę i śpiewać ją razem z nim. Później, gdy naprawdę będzie musiała wyjść na jakiś czas, to wtedy, żeby przetrwać jego histeryczną reakcję na tę sytuację, można mu ją puścić. Te dźwięki powinny nieco ukoić jego smutek i niezadowolenie, bo przypomni sobie, że to ich wspólna piosenka i może samo też zacznie ją nucić.

Mama powinna docenić to, iż jest  w centrum zainteresowania swojego dziecka. Zdaję sobie sprawę, że to trudne, wyczerpujące, a nawet bardzo męczące, ale tak naprawdę to wyjątkowy czas (już się nie powtórzy), więc tym łatwiej powinno być odpowiednio się do niego „nastroić”. Ważne jest także i to, by później nie wymagać od dziecka aż takiej bliskości, bo ono musi otrzymać więcej wolności. Równie istotne jest zapewnienie mu przyzwolenia na to, by sukcesywne (dzień po dniu) zaczęło się od swoich rodziców oddalać –  tylko w ten sposób zacznie samodzielnie eksplorować otaczający je świat (poznawać nowych ludzi i doświadczać nowych nieznanych mu sytuacji/przeżyć/doznań).

Tak naprawdę reakcja ze strony rodzica potrzebna jest wtedy, gdy to „Mamowanie” trwa zbyt długo. Jeśli więc ten etap za bardzo się wydłuży i nie będzie widać żadnych oznak, że zbliża się ku końcowi, to wtedy warto zasięgnąć porady u specjalisty (najlepiej u dziecięcego psychologa). Być może takie dziecko ma za sobą jakieś traumatyczne doświadczenie i to ono spowodowało, że później samo nie potrafi „odseparować” się od swojej mamy.

A Wy, w jaki sposób opanowaliście „Mamowanie”? Byliście zwolennikami przeczekania, czy też przyjęliście bardziej (re)aktywną postawę? Jeśli tak, to, jak to „w praktyce” wyglądało?