Córeczka tatusia i Synek mamusi. Czy może jest odwrotnie?

Zarówno dla mamy, jak i dla taty każde z ich dzieci jest ukochane i wyjątkowe. Oczywiście utarło się, że córeczka jest tatusia, a synek mamusi. Czy jednak faktycznie tak jest? Z pewnością różnie to wygląda w poszczególnych rodzinach.

Czy dziecko i rodzica zawsze łączy taka sama relacja?

Córeczka tatusia i Synek mamusi. Czy może jest odwrotnie?

Mimo iż wszystkie swoje dzieci kocha się tak samo mocno, to jednak z czasem łącząca rodziców oraz dzieci relacja zaczyna wyglądać nieco inaczej. Tak naprawdę jest to długofalowy proces i jest on uzależniony od wielu czynników. Kluczowe są w tym wypadku:

  • cechy charakteru dziecka,
  • jego zainteresowania,
  • usposobienie,
  • zdolności,
  • predyspozycje,
  • a nawet wygląd zewnętrzny.

Często się zdarza, że podobieństwa się przyciągają. Nie inaczej jest w przypadku rodziców i ich dzieci. Jeśli więc tata jest pasjonatem motoryzacji i np. grzybobrania, a któreś z jego dzieci podziela te zainteresowania, to z pewnością będzie mieć z nim nieco inną (być może głębszą) relację niż z pozostałymi członkami swojej rodziny – i to wcale nie oznacza, że ich mniej kocha, po prostu nie łączy ich w takim samym stopniu wspólnota doświadczeń. W tym wypadku płeć wcale nie będzie determinowała tej relacji – w końcu teraz coraz częściej się zdarza, że dziewczynki zaczynają się interesować dotychczas męskimi „dyscyplinami”, a chłopcy tymi jeszcze do niedawna tradycyjnie przypisanymi do kobiet. Oczywiście nie w każdym domu sytuacja wygląda tak samo, bo w tych konserwatywnych podział ról na męskie i żeńskie wciąż obowiązuje i tam raczej się nie zobaczy synka, który razem z mamą gotuje albo córeczki, która razem ze swym tatą naprawia samochód.

Podobieństwa z pewnością zbliżają, ale taki rodzaj relacji nie wyczerpuje podjętego tutaj tematu. Zdarza się przecież (i to często), że rodziców z ich dziećmi więcej dzieli niż  łączy. Co mam na myśli? Przede wszystkim sposoby spędzania wolnego czasu, preferowane przez nich formy rekreacji itd. Wcale nie jest to jednak jednoznaczne z tym, że synek będzie mamusi, a córeczka dla tatusia. Tak naprawdę każda relacja ma charakter indywidualny i nie powinno się jej przekładać na jakiś szerszy uogólniony kontekst.

Relacje dziecko rodzic wciąż ewoluują

Córeczka tatusia i Synek mamusi. Czy może jest odwrotnie?

Osobie spoglądającej z zewnątrz na relacje panujące w danej rodzinie, rzeczywiście może się na pierwszy rzut oka wydawać, że córeczka jest tatusia, a synek córeczki. Z czego to wynika? Z tego, co „wyłapuje” z tego domu, w którym w danym momencie akurat  jest. Mogą to być różne domowe niezaaranżowane sytuacje, język ciała albo po prostu ekspresja i umiejętność okazywania uczuć poszczególnych członków rodziny. 

Ojcowie zazwyczaj bardziej boją się o swoje córki niż o synów. Według nich chłopcy sobie w każdej sytuacji poradzą, a dziewczynki są delikatniejsze i potrzebują ich ochrony. Niemowlęta płci żeńskiej są zazwyczaj delikatniejsze oraz nieco mniejsze, co u młodych ojców rzeczywiście może wzbudzać naturalny instynkt opiekuńczy. Pewnie dlatego niejeden tata z tak dużym poświęceniem angażuje się w opiekę nad swoją córeczką. Wówczas też bardzo szybko zapomina, że kiedyś chciał mieć syna. 

Zdarza się nawet, że mamy zazdroszczą swoim córkom tego wyjątkowej relacji  z ojcem. Niemniej jednak mężczyzna powinien to uczucie starać się pielęgnować. Żeby to uczynić, po prostu powinien poświęcać jej swój wolny czas, zainteresowanie, otaczają opieką i czułością. Nie można również zapominać, że w ten właśnie sposób ojciec przygotowuje swoją córkę do wielu (przyszłych) życiowych ról. Można więc powiedzieć, że  bliskie relacje na linii ojciec – córka mają bardzo duży wpływ na jej dorosłe życie.

Córeczka tatusia już od najmłodszych lat buduje sobie pewien mniej lub bardziej hermetyczny wzorzec mężczyzny – taki, którego ideałem często przez długie lata jest jej tata. Od niego uczy się tego, jak mogą wyglądać relacje z mężczyznami, i tego, jacy oni są (a raczej jakimi mogliby się stać). Oczywiście dziewczynka uczy się bardzo dużo poprzez obserwację obojga swoich rodziców.  Na różnych etapach jej życia te relacje z każdym z nich mogą wyglądać nieco inaczej – raz się zacieśniać, a raz rozluźniać. W końcu, gdy nadejdzie czas dojrzewania, najprawdopodobniej wzmocnią się jej relacje z mamą i wtedy (przynajmniej na jakiś czas) będzie córeczką mamusi, bo z tatą raczej byłoby jej trudno rozmawiać o pierwszej miesiączce albo o innych tematach, które się wiążą z okresem pokwitania.

Bliskość i obecność rodzica w życiu dziecka jest w tym wypadku kluczowa

Córeczka tatusia i Synek mamusi. Czy może jest odwrotnie?

Spędzanie czasu na co dzień i obecność – zawsze wtedy, gdy dziecko potrzebuje pomocy, wsparcia, czy rady, powoduje, że zazwyczaj ten rodzic jest dziecku bliższy, z którym więcej ono przebywa. Taki weekendowy tata nie zawsze zdoła wytworzyć ze swoimi dziećmi tak samo głęboką więź, jak mama, która zna ich wszystkie codzienne radości i smutki (bez względu na ich płeć).

Mówiąc o bliskości mam także na myśli umiejętność dotarcia do dziecka i namacalnego okazania mu, że jest dla rodzica najważniejsze. W wielu polskich rodzinach nadal to kobiety są bardziej wylewne i uczuciowe, a mężczyźni, zwłaszcza gdy dziecko powoli dorasta i już nie jest słodkim kilkuletnim brzdącem, mają z tym problem. Wynika to przede wszystkim z tego, że w ich domach ich tego nie nauczono i teraz sami muszą przeorganizować swój zamknięty „wewnętrzny” świat, w którym emocje okazuje się niezbyt często, a jeśli już, to niezbyt wylewnie.

A co z synkiem mamusi?

Córeczka tatusia i Synek mamusi. Czy może jest odwrotnie?

Matka to pierwsza osoba, która obdarza swoje dziecko bezwarunkową miłością. Z kolei dla chłopców jest to pierwsza kobieta, którą kochają najmocniej, jak tylko potrafią. Dla wielu z nich relacja z matką okazuje się na tyle ważna, że determinuje kształt, czy też postać ich przyszłych relacji z kobietami. Nie można również zapominać, że relacje z matką mają również bardzo duży wpływ także i na to, jakim mężczyzną dany chłopiec będzie w przyszłości – czy zaradnym, samodzielnym i przedsiębiorczym, czy też „maminsynkiem”.

Bliskość relacji z matką w znacznej mierze wynika z tego, czy ojciec danego dziecka jest z nim w bliskich relacjach i czy w ogóle mają ze sobą regularny kontakt. W przypadku kobiet, które samodzielnie (samotnie) wychowują swe dziecko owa bliskość z synem to efekt tego, że dziecko nie ma możliwości nawiązania bliskiej relacji ze swym ojcem. Wówczas ten synek mamusi jest niejako skazany na to, żeby stworzyć ze swą rodzicielką tak bliską więź – wówczas (szczególnie w tych najmłodszych latach) jest ona jego jedynym „oknem na świat”, bo tylko ona jest z nim aż tak blisko i to ona pokazuje mu cały otaczający go świat, a oprócz tego objaśnia mu również, jak on działa (przynajmniej z jej perspektywy). 

Żadne z dzieci nie powinno być faworyzowane

Córeczka tatusia i Synek mamusi. Czy może jest odwrotnie?

Bez względu na to, czy rodzic lepiej się dogaduje z synem, czy z córką, powinien mieć na względzie przede wszystkim to, żeby wszystkie jego dzieci miały poczucie, że są dla niego tak samo ważne. Żeby to zrobić, zawsze trzeba pamiętać o tym, że należy szukać wspólnych płaszczyzn porozumienia, i nawet jeśli ich na pierwszy rzut oka zbyt wiele nie ma, to trzeba się postarać, żeby się znalazły. Chodzi więc o to, by szukać nowych wspólnych pasji albo po prostu jakichś dodatkowych okazji, żeby pobyć razem – żeby dziecko miało tak samo dobry kontakt i ze swoją mamą, i z tatą, by nie miało poczucia, że np. mama je kocha mocniej lub słabiej niż tata.

Nie zawsze można tak po równo obdzielić swoim czasem i zainteresowaniem wszystkie dzieci, bo każde z nich ma nieco inne potrzeby. Jaskrawo widać to w sytuacji, gdy jedno dziecko jest jeszcze małe, a to drugie już powoli dorasta. To pierwsze potrzebuje fizycznej bliskości oraz uwagi – nie jest samodzielne, wymaga wiele troski i pomocy w wielu codziennych czynnościach, a to zajmuje sporo czasu. W tym samym czasie to drugie – z jednej strony jest samodzielne i samo poradzi sobie z wieloma czynnościami dnia codziennego, ale z drugiej, tak samo potrzebuje troski i zainteresowania (rozmowy i poczucia, że jego sprawy są dla rodzica tak samo ważne, jak to, że maluch zrobił pierwszy krok albo powiedział pierwsze słowo) – i o tym tak na co dzień trzeba pamiętać, bo jeśli się to zaniedba, to może się okazać, że to starsze dziecko nie będzie już ani córeczką tatusia, ani synkiem mamusi.

W waszych domach obwiązuje tego rodzaju „podział”? Zgadzacie się, że córeczka jest tatusia, a synek mamusi? A może macie jakieś inne doświadczenia w tej materii? Chętnie je poznamy.