Brak Czasu czy Kasy jako wytłumaczenie dla braku wolnej chwili dla dziecka? Bzdura!

Wielu rodzicom wydaje się, że ich dzieci mają wszystko – tym samym powinny być zadowolone i szczęśliwe. Czy mają rację? Wszystko zależy od tego, jakiego rodzaju sferę ich życia weźmiemy pod uwagę. Jeśli chodzi o ich status materialny, to z pewnością jest on znacznie wyższy niż ten, w ramach którego byli wychowywani ich rodzice, czy dziadkowie. Jeśli jednak chodzi o sferę niematerialną, to z tym różnie bywa. Wielu rodziców dobro materialne ich dzieci stawia na pierwszym miejscu. W wielu przypadkach kończy się to tak, że dzieci w sensie materialnym mają wszystko, ale ich rozwój emocjonalny, więziotwórczy i duchowy jest mocno zaniedbany. Czy można temu jakoś zaradzić?

Pieniądze to nie wszystko

Brak Czasu czy Kasy jako wytłumaczenie dla braku wolnej chwili dla dziecka? Bzdura!

Oczywiście nie wszyscy rodzice są nastawieni tylko na zarabianie. Wśród nich są również i tacy, którzy uważają, że właśnie niezbyt dobra sytuacja finansowa (a więc tytułowy brak kasy) stanowi uzasadnienie dla faktu, że nie mają czasu dla swych dzieci. Z czego to wynika? Być może z tego, że dopiero szukają sposobu na poprawienie swojego statusu materialnego. Może chwytają się kilku dorywczych prac, bo uważają, że tylko w ten sposób będą w stanie zapewnić swoim dzieciom wszystko, czego one na danym etapie ich rozwoju potrzebują. Bardzo się mylą, bo nie tędy droga. Ich dzieci zamiast drogich zabawek potrzebują ich zainteresowania i uwagi.

Nie ilość czasu, ale jego jakość

Brak Czasu czy Kasy jako wytłumaczenie dla braku wolnej chwili dla dziecka? Bzdura!

Wielu rodziców ma przeświadczenie, że spędza ze swoimi dziećmi bardzo dużo czasu. Czy jednak rzeczywiście tak jest? Jeśli wziąć pod uwagę wspólne przebywanie w jednym domu, to z pewnością tak (szczególnie teraz) jest, jeśli jednak zweryfikować, jaka ilość tego czasu przypada na bycie obok siebie, a jaka na autentyczne bycie ze sobą, to ten końcowy wynik może okazać się marny. Co z tego wynika? Przede wszystkim to, że czasem spędzona z dzieckiem jedna godzina (w ciągu dnia) będzie dla niego znacznie cenniejsza i wartościowa niż cały dzień, jeśli ten miałby się sprowadzać do mijania się w drzwiach.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że niektórzy z rodziców mają bardzo absorbującą pracę i że czasem nawet wtedy, gdy są już w domu, ona wcale się nie kończy, ale to i tak ich tak do końca nie usprawiedliwia. Jest wręcz na odwrót – bo wtedy oni powinni się starać jeszcze bardziej, żeby ten ich wolny czas został tak zagospodarowany, żeby ich dzieci miały poczucie, że naprawdę mają blisko siebie kochających je rodziców.

Jak wygospodarować czas dla własnego dziecka? Czy brak czasu, czy kasy to wystarczająca wymówka?

Brak Czasu czy Kasy jako wytłumaczenie dla braku wolnej chwili dla dziecka? Bzdura!

Z pewnością nie, bo budowanie relacji z dzieckiem to coś znacznie więcej niż tylko zaspokajanie jego potrzeb materialnych. A czas też się zawsze znajdzie  – wystarczy chcieć go poszukać. Jak to zrobić? Najprostszy sposób to bardziej świadome przeżywanie tego, który na co dzień już i tak ma się do dyspozycji. O czym konkretnie mowa? Np. o czasie, który spędzamy na przygotowywaniu i spożywaniu posiłków (w ciągu całego dnia). Zamiast wysyłać dzieci do ich pokoju, żeby się pobawiły i zaczekały aż obiad, czy kolacja będą gotowe, lepiej zawołajmy je do Nas i spędźmy ten czas razem. Nawet jeśli obawiamy się, że dziecko może sobie zrobić krzywdę jakimś ostrym narzędziem (np. nożem) to i tak nie warto z tego wspólnego czasu rezygnować. Można mu przecież oddelegować do wykonania mniej niebezpieczne zadania – np. mieszanie albo podawanie (potrzebnych nam w danej chwili przedmiotów albo artykułów spożywczych). Takie wspólne gotowanie, pieczenie albo po prostu zwyczajne robienie kanapek również może posłużyć do budowania relacji z własnym dzieckiem. Kluczowa jest oczywiście rozmowa – trzeba nauczyć się słuchać i dostrzegać to, co jest „między wierszami”, bo  czasem zachowanie Naszej pociechy znacznie więcej Nam o nim powie niż to, co faktycznie samo Nam mówi. 

Wieczorną toaletę też można w ten sposób „zagospodarować” – oczywiście dotyczy to tych młodszych dzieci, bo tylko one potrzebują Naszej pomocy np. podczas kąpieli i mycia włosów. Warto zadbać o to, żeby rodzice w miarę możliwości na zmianę spędzali z nim ten czas. W ten sposób uda się nawiązać tak samo głębokie z nim relacje obojgu rodzicom.

Czasami kilkanaście minut dziennie, jeśli zostanie poświęconych tylko jednemu dziecku, w zupełności wystarczy, żeby miało ono poczucie, że jest dla swoich rodziców ważne. Dla młodszych dzieci tym czasem tylko dla nich może być np. wieczorne czytanie bajek albo wspólna zabawa w ciągu dnia. W przypadku dzieci starszych sytuacja wygląda nieco inaczej, ale również jest wiele możliwych alternatyw – wystarczy się zastanowić, kiedy (dla obu stron) wygospodarowanie tego czasu (dla siebie nawzajem) będzie najprostsze. 

W sytuacji, gdy Nasze dziecko korzysta z pomocy korepetytora z dziedziny, która jest Nam bliska albo po prostu nigdy Nam nie sprawiała trudności, być może warto się zastanowić, czy nie moglibyśmy go (przynajmniej od czasu do czasu – np. w wolne soboty) zastąpić. Wspólne odrabianie lekcji również może spowodować, że relacja rodzic – dziecko nabierze zupełnie innego (z pewnością pełniejszego oraz głębszego) wymiaru.

Takich okazji, żeby być razem, a nie obok siebie, może być znacznie więcej. Świetna okazja to np. zakupy – zamiast jechać samemu, warto wybrać się razem – i nawet jeśli w sklepie nie będzie zbyt wiele okazji, żeby pobyć tak naprawdę razem, to już w samochodzie (w drodze do i z) jak najbardziej.

Szukanie wspólnych „punktów zaczepienia”

Brak Czasu czy Kasy jako wytłumaczenie dla braku wolnej chwili dla dziecka? Bzdura!

Każdy z Nas ma jakieś pasje, zainteresowania albo np. ulubione formy spędzania wolnego czasu. Warto zadbać o to, żeby przynajmniej część tej Naszej „wolnej” przestrzeni zaczęła być (współ)dzielona z Naszymi dziećmi. W ten sposób zyskamy podwójnie. Sami nie będziemy musieli z nich rezygnować (z poczucia winy, że nie spędzamy zbyt dużo czasu z własnymi dziećmi), a oprócz tego będziemy mieli z nimi więcej wspólnych tematów oraz „punktów zaczepienia”. Oczywiście nic na siłę, bo to powinna być przyjemność dla obu stron. Jeśli więc My lubimy prace w ogrodzie, a Nasze dziecko delikatnie mówiąc, za nimi nie przepada, to raczej go do nich nie przymuszajmy, bo osiągniemy skutek przeciwny (od tego zamierzonego). 

Wówczas lepiej poszukać jakichś nowych wspólnych płaszczyzn – czegoś, co będzie tak samo atrakcyjne dla obu stron. Jeśli w przeszłości namiętnie graliśmy w „chińczyka”, „tysiąca” itp., to może warto wrócić do tych starych gier. W sytuacji, gdy Nasze dzieci złapią bakcyla, to można pójść o krok dalej i kupić różne nowe planszówki. Takie kilka godzin wspólnej gry może Nam znacznie więcej dać niż niejedna „poważna” rozmowa.

W sytuacji, gdy dostrzeżemy, że Nasze dziecko, podobnie jak My, ma zdolności plastyczne, to warto to wykorzystać i zacząć wspólnie rozwijać tę umiejętność. Oczywiście profesjonalne zajęcia z wykwalifikowanym plastykiem z pewnością wiele mu dadzą, ale takie domowe plastyczne „wprawki” z mamą lub tatą również mogą mu wiele zaoferować – jeśli nie pod kątem artystycznym, to pod tym socjalizacyjnym oraz wychowawczym z pewnością.

Wspólne kreowanie codzienności

Brak Czasu czy Kasy jako wytłumaczenie dla braku wolnej chwili dla dziecka? Bzdura!

Pewne czynności – nawet te niezbyt przez Nas lubiane, mniej lub bardziej regularnie, ale i tak musimy wykonywać. Co mam na myśli? Przede wszystkim  sprzątanie, a w ramach niego repertuar jest dość szeroki – zmywanie, odkurzanie, zamiatanie, prasowanie itd. Dobrze byłoby się więc postarać, żeby ich wykonywanie, w miarę możliwości, było realizowane wspólnie. Oczywiście tak na co dzień, nie jest to zbyt realne, ale np. w soboty – myślę, że przy odrobinie dobrej woli z obu stron, jak najbardziej jest to możliwe. Nie tyle chodzi w tym wypadku o to, żeby wszyscy w danym momencie wykonywali tę samą czynność, raczej, żeby byli w tym czasie w jednym pomieszczeniu i mieli szansę, aby podczas tych sobotnich porządków pobyć razem – pośmiać się, pożartować, porozmawiać o całym minionym tygodniu i o wszystkim innym, co akurat będzie ważne i warte przedyskutowania.

Życie offline to podstawa

W obecnych czasach coraz częściej się zdarza, że rodzic, jeśli chce porozmawiać ze swoim dzieckiem, to najpierw musi go „odkleić” od monitora (telefonu, smartfona, tabletu itp.). Jak to zrobić? Ważne jest to, żeby na własnym przykładzie mu uzmysłowić, że świat realny może być równie atrakcyjny, jak ten wirtualny. Być może Nasze dziecko tylko czeka na tego rodzaju naszą inicjatywę, bo tak naprawdę chce z Nami spędzić więcej czasu, tylko nie chce nam przeszkadzać. Jeśli My wykonamy ten pierwszy krok i zaproponujemy np. wspólne oglądanie filmów, porządkowanie rodzinnych zdjęć albo cokolwiek innego, co wyda Nam się odpowiednie, to wtedy ono zobaczy, że jednak może Nam „poprzeszkadzać”, bo My też chcemy spędzać z Nim więcej czasu.

Czasami może być trudno, ale trzeba być konsekwentnym. Najlepiej ustalić z dzieckiem dzienny limit na buszowanie w rzeczywistości online – resztę czasu niech spędza „tu i teraz”, bardziej świadomie. W ten sposób (oczywiście nie od razu) być może uda mu się nawiązać nowe przyjaźnie, lepiej porozumieć się ze swoim rodzeństwem – no i z Nami. Jedno jest pewne takie szukanie i spędzanie czasu z własnymi dziećmi to zadanie długofalowe – pełne potknięć, nieporozumień, ale i satysfakcji, spełnienia i poczucia, że bycie rodzicem to coś znacznie więcej niż tylko zaspokajaniem materialnych potrzeb dziecka.

A czy Wy spędzacie ze swoimi dziećmi wystarczająco dużo czasu? Co bardziej cenicie – jego ilość, czy też może jakość?